Jak wiersz Helen Buckley interpretują uczniowie szkoły podstawowej? Poniżej znajdziesz interpretacje wiersza "Mały chłopiec" Helen E. Buckley uczniów Pani Magdy Grzeszkiewicz- Brzęckiej z Konina. Serdecznie dziękujemy Pani Magdzie za podzielenie się z nami efektami pracy z wierszem.
Ola Kowalczewska

Moim zdaniem ten wiersz mówi dużo o współczesnym systemie szkolnictwa, w którym musisz wpasować się w klucz i jakiekolwiek próby zrobienia czegoś po swojemu są tłumione i nierzadko karane, a także o większości dorosłych, którzy wszelkie próby bronienia przez dzieci swojej niezależności i samodzielności odbierają jako “pyskowanie”, “niegrzeczność”, “złe wychowanie”. A takie metody “wychowawcze” doprowadzają w końcu do tego, że dziecko przestaje nawet podejmować próby spojrzenia na świat inaczej, niż mu to narzucono w obawie przed konsekwencjami i brakiem zrozumienia.

Dominika Kołodziejczak

Moim zdaniem Helen Buckley zaprezentowała swoim czytelnikom sytuację, w której poprzez schematy, w które obecny system chce wpędzić uczniów, pasja i chęć poznawania świata przez młodego człowieka stopniowo zanika za sprawą szkoły i przestarzałego systemu w niej panującego. Zgadzam się z tezą, którą wysunęła autorka, ponieważ sama widuję takie sytuacje na co dzień. Czy to w kluczu odpowiedzi, który ogranicza perspektywy i drogi, którymi można rozwiązać dane zadanie, podręcznikowych definicjach, których należy nauczyć się na pamięć i zapomnieć o indywidualnym pojmowaniu tematu, czy w uczeniu się absolutnie wszystkiego nie uwzględniając predyspozycji ucznia, talentów, jego zainteresowań lub planów na przyszłość.  

Jako, że sama wciąż jestem na etapie uczęszczania do szkoły mogę stwierdzić, iż szkoła bardzo ogranicza kreatywność ucznia, nawet podczas zajęć z przedmiotów artystycznych. Podczas zajęć muzyki czy plastyki uczeń nie może tworzyć tego, czego sam pragnie, co według mnie mija się z celem. W moim pojmowaniu zajęcia artystyczne powinny służyć puszczeniu wodzy fantazji i dać możliwość przelania na papier natrętnych myśli czy projektów, które chodzą po głowie ucznia, a nie powinny polegać na wypełnianiu poleceń nauczyciela, który później subiektywnie ocenia pracę ucznia. Jednak podczas wystawiania ocen nauczyciel często zapomina, że dana praca nie musi trafiać do każdego. Czy jest na świecie choć jeden artysta, którego prace podobają się wszystkim? Jednak najgorszym w mojej ocenie skutkiem aktualnego systemu są szablonowe osoby, które boją się wystąpić przed szereg, ponieważ od lat uczeni są dostosowywania się do ramy ,,dobrego ucznia". Chcąc zmieścić się w szeroko pojmowanej renomie pilnego i zdolnego ucznia, takie osoby rezygnują z rozwijania tego wszystkiego, co je interesuje. Efektem tego są osoby z wszechstronną, jednakże w wielu przypadkach bezużyteczną wiedzą, które nie mają na siebie określonego pomysłu i nie wiedzą, w którą stronę poprowadzić swoje dalsze życie, ponieważ tego już nikt im bezpośrednio nie powie i nie podejmie za nie decyzji.  

Natalia Marcinkowska

Sądzę, że w wierszu o małym chłopcu, Helen Buckley chciała nam ukazać jaki wpływ mają nauczyciele na myślenie bądź postępowanie uczniów. Uważam, że autorka ma rację, ponieważ dzieci w młodym wieku są szczególnie podatne na słowa innych ludzi. Nieważne czy starszych, czy też młodszych.
Jestem uczennicą już od ośmiu lat. Na co dzień spotykam się z systemem totalnie niedopasowanym do naszych potrzeb, czy też poziomu wiedzy, jaki na daną chwilę posiadamy. Jest to przestarzały, trwały i ścisły plan, który wpaja się uczniom od najmłodszych lat. Nikomu z władz wyższych nie chce się zmieniać chociażby podejścia (a o podstawie programowej już nie wspomnę). Traktują nas jak maszyny...
Większość nauczycieli (nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka) podaje nam określone sposoby na np. rozwiązywanie zadania. Chodzimy do szkoły i nie dostajemy nawet szansy, aby móc samodzielnie myśleć. Każdy dyktuje nam, jak mamy prowadzić zeszyty czy też jak mamy się uczyć. Równocześnie, jesteśmy proszeni o zachowanie jakiejkolwiek kreatywności w tym wszystkim. Pytam: JAK? Jak możemy korzystać z umiejętności, której nie nabyliśmy?
Teraz odwołam się do gotowych odpowiedzi przy egzaminach. Przyszło mi to do głowy ze względu na to, że sama miałam być ich potencjalną ofiarą. Chodzi mi głównie o to, że odpowiedzi przy testach, kartkówkach i innych sposobach sprawdzania naszej wiedzy są odgórnie ustalone. Nikt nie zważa na to, że nawet w encyklopediach czy „mądrych” książkach podanych jest ich co najmniej kilka. Zauważyłam pewną zależność między wierszem pani Helen a moją szkolną rzeczywistością. Chłopiec rysując roślinę w nowej szkole miał zakodowane w pamięci, że kwiat musi być czerwony, natomiast łodyga zielona. Jego wcześniejszy kwiat, a właściwie „własny", narysowany na podstawie swojej wizji - był równie dobrą odpowiedzią, co czerwony kwiat z zieloną łodygą. Jednak nikt nawet nie zweryfikował jego pracy, ponieważ nie wyglądała jak ogólnie przyjęty wynik.
Następnym przykładem, będącym przytłaczającą rutyną, a zarazem potwierdzającym tezę Buckley jest ocenianie. My, uczniowie, nie uczymy się dla siebie. Przynajmniej w moim odczuciu. Spędzamy godziny przy książkach, aby zaliczyć dany przedmiot, ale nie po to, aby wyciągnąć pasjonującą wiedzę czy umiejętności. Uczymy się kilkunastu przedmiotów, z każdego chcemy być jak najlepsi, realizując tym samym wymogi rodziców. Zaniedbujemy przedmioty, które nas interesują. Od kilku dobrych lat słyszę o tym, że szkoła rozwija hobby i pasję, a równoznacznie z tym, będąc umysłem ścisłym, uczę się o bitwie pod Racławicami. To dla mnie wręcz absurdalne, ponieważ czas poświęcony na długie i mało efektowne chwile zakuwania, mogłabym poświęcić na poszerzanie swoich horyzontów w dziedzinach, które są dla mnie naprawdę ekscytujące.
Helen Buckley przedstawia jak doszczętnie można wniknąć w umysły uczniów, wydając żelaźnie zasadnicze polecenia. Znów odwołam się do przypadku chłopca z dzieła pani Buckley. Dziecko będąc w starej szkole tuż po tym, jak dostało polecenie, zachowywało się jak robot - wykonywało to, co mu kazano. Jednak później, w nowej placówce, na nowym etapie - nie sięgnęło po swoje kolorowe kredki, aby z entuzjazmem rysować „własny” kwiatek. Czekało, aż w końcu ktoś wyda mu dokładną instrukcję co i jak zrobić.
Mam nadzieję, że praca nie jest nazbyt agresywna. Absolutnie nie chodziło mi o to. Chciałam wreszcie pokazać, że posiadam swoją opinię na ten temat.

Michał Janiak – Dwie nauczycielki

Moim zdaniem nauczycielka w wierszu ograniczała zapał i chęci Małego chłopca. Był on bardzo kreatywny i twórczy. Nauczycielka chciała, aby wszyscy robili to samo i tak samo. Wydaje mi się, że autorka chciałam przekazać, że warto walczyć o swoje zdanie nawet jeśli komuś się to nie podoba. Bo nawet jak bardzo byś się nie starał, zawsze znajdzie się ktoś komu nie będzie to pasowało. Dlatego nie warto przejmować się tym co piszą lub mówią inni jeśli tobie się to podoba.  Przez ograniczenia, które nas spotykają nie mamy możliwości rozwijania się. Mały chłopiec tak przyzwyczaił się do robienia tego co inni mu każą, że kiedy miał coś zrobić sam nie wiedział jak się do tego zabrać. Nauczył się, że ma rysować czerwony kwiat z zieloną łodygą i tak mu zostało. Dlatego uważam, że potrzebna jest swoboda, posiadanie własnego zdania i poglądów.  Sądzę, że autorka chciała przekazać też, że każdy interpretuje każde zadanie inaczej i nie ma w tym nic złego.  


Antek Ograbisz

Moim zdaniem wiersz mówi o małym chłopcu, w którym jest zdolność do bycia twórczym, który ma radość tworzenia i poszukiwania. Następuje zderzenie z rzeczywistością i chłopiec nie może tworzyć od siebie. Zabiera mu się tym samym możliwość nauki i rozwoju.
Zgadzam się z autorką. Niestety taka rzeczywistość występuje w naszych szkołach. Uczniowie nie mogą tworzyć, rozwiązywać zadań swoim sposobem. wszystko musi być tak jak w podręcznikach lub tak jak naucza nauczyciel. Rzadko spotkać można nauczycieli, którzy wychodzą poza swój szereg.
... ale na swojej drodze na szczęście spotkałem już kilku takich nauczycieli.

Pozdrawiam
Antek

Cyprian Owczarek

Uważam, że w wierszu o małym chłopcu, Helen Buckley chciała nam zobrazować jaki wpływ mają nauczyciele na światopogląd dziecka. Uważam również, że ma rację, ponieważ w młodym wieku dzieci są szczególnie wyczulone na to, co mówią dorośli, ponieważ są dla nich autorytetami, jeśli dorosły, któremu dziecko ufa zakaże mu myśleć czy działać samodzielnie to potem bardzo trudno będzie o to, by dziecko do tego powróciło. 
Jako uczeń na co dzień stykam się z zbiurokratyzowanym, przestarzałym systemem, który może tylko hamować zdolności i pasję uczniów, a na pewno nie je rozwijać (chyba, że kogoś celem jest zamknięcie się w sobie i pozbawienie jakiejkolwiek oryginalności).
Na każdym kroku (niektórzy) nauczyciele powtarzają nam jak mamy robić notatki, jak mamy się uczyć, jakim sposobem dochodzić do rozwiązania zadania. Odpowiedzi na pytania  i zadania w testach, egzaminach i sprawdzianach są ściśle określone w kluczach odpowiedzi i jeśli uczeń nie udzieli odpowiedzi słowo w słowo z kluczem to zadanie jest uważane za błędnie zrobione.  
Mam wrażenie, że ludzie, którzy układają te odpowiedzi myślą, że na wszystkie pytania jest tylko jedna dobra odpowiedź, mimo że nawet w encyklopediach, książkach czy słownikach wyraźnie są napisane dwie, trzy czy kilka z nich. Pani Helen przedstawia tę “jedyną odpowiednią” odpowiedź za pomocą sytuacji, do której się odwołuje, mianowicie do rysowania kwiata, nauczycielka nie dała możliwości na samodzielne wymyślenie i narysowanie rośliny, tylko nakazała narysować czerwony kwiat na zielonej łodyżce, chociaż kwiatek narysowany przez chłopca też był w pełni zgodny z treścią zadania! 
Kolejnym przykładem w realnym życiu potwierdzającym tezę Buckley jest ocenianie. Uczniowie nie uczą się dla wiedzy, tylko dla zaliczenia, dla “załapania” się w normy danej oceny, “kują” się, tylko, żeby zdać i zapomnieć - kolejny przykład szablonowania i uogólniania przez system. Uczymy się na kilka przedmiotów, ze wszystkich staramy się być jak najlepsi, ale przez to nie mamy czasu na pasje, na przedmioty, które naprawdę nas interesują, zaniedbujemy je. I tak humaniści spędzają całe wieczory na “kuciu” się wzorów na fizykę, zamiast czytać ulubioną lekturę czy wiersz, a “umysły ścisłe” “kują” się dat na historię, zamiast uczyć się o reakcjach kwasów karboksylowych z wodorotlenkami.  
Autorka przedstawia dostosowywanie się do ram i schematów na przykładzie reakcji chłopca na ogłoszenie zadania przez panią nauczycielkę w nowej szkole. Chłopiec nie sięgnął po kolorowe kredki i nie zaczął z zapałem rysować. Musiał zadać pytania nauczycielce, by ta sprecyzowała to, co ma narysować i jak to zrobić.
Może to pora, żeby nauczyciele, władze odrobili pracę domową?

Czarek Nowaczyk

Moim zdaniem autorka tego wiersza, chce nam przekazać, że nigdy nie można zabijać w drugim człowieku kreatywności, prób samodzielnego myślenia. Wydaje mi się, że teza postawiona przez autorkę jest słuszna i jest super wskazówką dla rodziców wychowujących swoje dzieci i nauczycieli ich uczących.

Damian Głocki 8a

W swoim wierszu Helen Buckley chce przekazać czytelnikom to że pierwszy nauczyciel ma ogromny wpływ na ukształtowanie osobowości, sposobu spostrzegania i rozumienia świata przez młodego człowieka którego w tym wierszu reprezentuje mały chłopiec. Jego pierwszy nauczyciel istniejącą w nim kreatywność na każdym kroku zniewalał i tłamsił. Moim zdaniem autorka tekstu chce przekazać czytelnikom, że w życiu nie zawsze możemy robić to co nam się podoba i iść pod prąd. Wybijające się osobowości często nie mają szans na rozwój w taki sposób jakby chciały. Otoczenie w którym kształtujemy się i wzrastamy nie dostrzega naszego potencjału i często nie pomaga nam w rozwoju zgodnie z naszymi predyspozycjami.

Argument1:Bez ludzi o innym spojrzeniu na świat nie było by wielu wynalazków i odkryć .
Argument2:Jeśli wszyscy w ten sam sposób postrzegali by świat nie byłby on tak różnokolorowy .
Argument3:Na każdym etapie życia człowieka należy postrzegać jego potencjał.

Julia Nowaczewska 

Wiersz Helen Buckley pt. „Mały chłopiec” rozumiem jako informacje dla dorosłych oraz dla samych dzieci. Nie interesuje mnie aspekt tego, że cała historia działa się w szkole, bo to miejsce należało do najprostszych przenośni tego typu. Nie będę nawiązywała w pracy do tego, jak bardzo szkoła na całym świecie „zamyka oczy” uczniom, bo po prostu działają tak od zawsze i tego tak łatwo nie zmienisz. Na świecie jest więcej takich sytuacji, na których ludzie się tak bardzo nie skupiają, a właśnie powinni to zrobić już dawno temu.
Myślę, że pierwsza nauczycielka była przenośnią do społeczeństwa. Bo tak naprawdę, to nie pojedyncze istoty wpływają na nasze zachowanie, a wszyscy ludzie. Gdyby pani kazał chłopakowi rysować kwiatek, ale wszyscy na około rysowaliby samochodziki, to robiłby jak reszta. Tak mają wszyscy, ale najbardziej widać to na dzieciach. Łatwo na nie wpłynąć za młodu, a kiedy dorosną, rzadko kiedy zmieniają swoje poglądy. Jeżeli dziecko od zawsze będzie widzieć palących ludzi, to o wiele większe jest prawdopodobieństwo, że samo będzie paliło. Dużo rodziców o tym zapomina i wszystkie swoje błędy tłumaczą tym, że są dorośli lub po prostu mogą. Dzieci z takiej rodziny z pewnością będą gorzej przechodzić okres buntu, bo tak naprawdę chcą robić to, co robili ich rodzice. Są jak ćmy, które biegną do ognia. Oczywiście są przypadki kiedy tak się nie dzieje, ale zazwyczaj wiążą się ze szczęśliwym przypadkiem lub dużą tramą. Druga nauczycielka za to jest wyjątkowa, otwarta. Im człowiek starszy, tym bardziej jego mózg trzyma się pewnych reguł. Liście są zielone, serce czerwone, niebo niebieskie i tak dalej. Dla dziecka nie ma to różnicy i to jest właśnie piękne. Nie przejmuje się tym, że tak naprawdę człowiek ma dwie ręce, a nie dwanaście, pies może być wielkości chomika jeżeli tego chce i jeszcze tysiące innych. Rodzice najczęściej w takich momentach tłumaczą dziecku, że się myli. To jest ogromny błąd. Mogą powiedzieć, że tak nie jest naprawdę ale jeżeli on chce psa, który wygląda jak chomik, to może go mieć. Nauka na sztywnym „dobrze/źle” powinna już dawno zaniknąć, a jednak nadal utrzymuje się wśród rodziców. Takie zachowanie krzywdzi dziecko na wiele lat, a nawet na całe życie. To jak zabierać mu skrzydła, a potem kazać latać. Bo małe dziecko się nie broni. Jest jak gąbka i jedno słowo może zmienić cały jego światopogląd. Nie znaczy to jednak, że trzeba omijać jakieś tematy. Z dziećmi trzeba rozmawiać, bardzo dużo, a co najważniejsze nie można stawiać je w jednej formie. Każdy człowiek jest inny i nie wszyscy muszą malować różyczki! Kiedy raz włożymy dziecko do formy, to już do końca życia będzie „przeciętne”. Nie zrobi nic, mimo że może wszystko. Takie przesłanie moim zdaniem ma ten wiersz.

Jak najbardziej zgadzam się z tezą Helen Buckley, mimo że może troszkę za bardzo w mojej pracy mówiłam o rodzicielstwie, ale po prostu żal mi kiedy patrzę na osoby w moim wieku i wiem, że nie osiągną w życiu nic przez „zamkniętych na świat” rodziców. Wszystkie nastolatki, które boją się wyznać swoją orientację, reakcji rodziców na złe a oceny, a nawet myślące, że rodzice ich nie kochają albo co gorsze, że są nic niewarte.
Tak właśnie wygląda moja opinia o wierszu Helen Buckley pt. „Mały chłopiec”.

Gabriela Drelak 7di

W wierszu Helen Buckley pierwsza nauczycielka zabiła kreatywność w małym chłopcu, jego wyobraźnię i wolność myślenia, które początkowo miał w sobie. Gdy znalazł się w nowej szkole, nie miał już dawnej spontaniczności. Kiedy miał lekcje z tego samego przedmiotu, ale z inną nauczycielką, nie potrafił już myśleć i tworzyć samodzielnie. Został zaprogramowany na wykonywanie poleceń innych i czekanie, by inni za niego decydowali.  Autorka chce przekazać, aby nauczyciele szanowali kreatywność uczniów i pomagali rozwijać ich wyobraźnię. Pragnie, by wzmacniali wiarę w siebie i rozwijali samodzielne myślenie w swoich uczniach. Poza tym autorka chce powiedzieć czytelnikowi, aby nie słuchał całkowicie innych, ale kierował się własnymi odczuciami, własnym zdaniem i podążał za swoim wewnętrznym głosem.  Zgadzam się z tezą autorki, ponieważ nie można gasić wyobraźni dzieci. Moim zdaniem nie można też całkowicie podporządkowywać się innym.  

Lilka Stefaniak

Moim zdaniem nauczycielka w wierszu ograniczała zapał i chęci Małego chłopca. Był on bardzo kreatywny i twórczy. Nauczycielka chciała, aby wszyscy robili to samo i tak samo. Wydaje mi się, że autorka chciałam przekazać, że warto walczyć o swoje zdanie nawet jeśli komuś się to nie podoba. Bo nawet jak bardzo byś się nie starał, zawsze znajdzie się ktoś komu nie będzie to pasowało. Dlatego nie warto przejmować się tym co piszą lub mówią inni jeśli tobie się to podoba.  Przez ograniczenia, które nas spotykają nie mamy możliwości rozwijania się. Mały chłopiec tak przyzwyczaił się do robienia tego co inni mu każą, że kiedy miał coś zrobić sam nie wiedział jak się do tego zabrać. Nauczył się, że ma rysować czerwony kwiat z zieloną łodygą i tak mu zostało. Dlatego uważam, że potrzebna jest swoboda, posiadanie własnego zdania i poglądów.  Sądzę, że autorka chciała przekazać też, że każdy interpretuje każde zadanie inaczej i nie ma w tym nic złego.  

Media Społecznościowe

Fundacja Budząca się Szkoła

ul. Storczykowa 4
87-134 Stary Toruń

NIP 8792711145
KRS 0000776838
REGON 382841284

 

Nasze dokumenty

Statut Fundacji

Polityka prywatności